Kajtkowa historia  ·  1% dla Kajtka  ·  Aukcje  ·  Galeria  ·  Banery  ·  Linki  ·  Blog  ·  Media  ·  Księga gości  ·  Kontakt
 
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym 'Słoneczko' SBL ZAKRZEWO Nr konta 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
koniecznie z dopiskiem :
Kajetan Pawełczyk, symbol 60/P
Kajetan Pawełczyk
ul. Kamieńska 11d/3
72-300 GRYFICE
tel.: 512394244
 
 
Kajtkowa historia
 
 

Mały promyczek słońca

Wszyscy byliśmy na podwórku, siedzieliśmy parę metrów dalej... Dziś już trudno mi nawet przypomnieć sobie jak to się stało, na chwilę zniknął nam z oczu, być może wpadła mu piłeczka.... Kiedy wyciągnęłam Kajtusia z wody, myślałam, że krzyknę, poklepię go po pleckach, a on zacznie kaszleć, płakać i będzie wszystko dobrze, ale nic nie pomagało, po prostu nic... Ani prośby, błagania, nasz synek leżał bez ruchu, nie dawał żadnych oznak życia. To, co wtedy się z nami działo jest nie do opisania, panika, ogromna rozpacz... Później ciągnące się w nieskończoność oczekiwanie na karetkę. Cały czas czułam się jak we śnie, nie docierało do mnie, że to się stało, to niemożliwe....A potem prośby składane do Boga, by serduszko Kajtusia zaczęło bić, żeby do nas wrócił......Bóg wysłuchał naszych próśb....Przecież nie rozstawałam się z Kajtusiem nigdy. Od urodzenia byłam z nim 24h na dobę, chyba, że miałam coś do załatwienia, wtedy mój synek siedział pod drzwiami i płakał, dopóki nie wróciłam. Kajtuś był moim promyczkiem słońca, wiecznie uśmiechnięty, spokojny. Zawsze za rączkę, ale z charakterem, uparty. Mały gospodarz, pomagał mi sprzątać, chodził ze ściereczką po domu i zbierał okruszki...

 

Śpiączka...

Erka jechała do szpitala, nie mogłam zebrać myśli. Cały czas myślałam, że to jakiś okropny sen, że za chwile się obudzę, przytulę mojego synka, a on uśmiechnie się do mnie jak zwykle... Pamiętam jedna z pielęgniarek, która nie była zbyt miła (jak to się najczęściej zdarza w takich sytuacjach) powiedziała ostrym głosem 'no tak, w dzisiejszych czasach liczy się moda, a nie życie dziecka'. Czułam się wtedy taka malutka, miałam ogromne wyrzuty sumienia, ale nie znała mnie przecież, nie wiedziała, jaką byłam matką..... Potem jechaliśmy erką do Szczecina, do szpitala na św. Wojciecha, na dziecięcą intensywną terapię. Była godz. 2 w nocy, wpuścili nas na 10 minut do Kajtusia... To, co wtedy czułam ....lęk, nieopisana rozpacz... Byłam załamana i zrozpaczona, ale się nie poddawałam, cały czas wierzyłam, że Kajtuś będzie jeszcze świadomie z nami. Potrafiłam kłócić się z lekarzem prowadzącym, że mój synek się wybudzi, pomimo, że lekarka z uśmiechem na twarzy kręciła przecząco głową. Jak można zabierać rodzicom nadzieję.... Śpiączka.....mój synek jest w stanie śpiączki.... Ale wyjdzie z tego, musi wyjść, będę o to walczyć!

 

Obecnie...

Minęło pięć lata, od tego czasu Kajtuś przechodzi codziennie intensywną rehabilitację, oprócz tego korzystamy z turnusów rehabilitacyjnych, jeździmy na szkolenia jako terapeuci do dziecka. W ciągu ostatnich trzech lat u Kajtusia nastąpiła duża poprawa, od dwóch lat nasz synek zaczął połykać płyny i pokarmy, nie tylko miksowane (wcześniej karmiony był przez sondę). Kajtuś stał się bardziej aktywny, wracają pozytywne odruchy: zaczął gaworzyć, okazywać emocje, reaguje na nieprzyjemne rzeczy płaczem, jest też reakcja na dźwięki i światło, niestety nie ma jednego: Kajtuś nie odpowiada na polecenia... My wciąż głęboko wierzymy, że nadejdzie taki dzień, dlatego bezustannie walczymy, nie poddając się. Jednak rehabilitacja, wyjazdy na turnusy, leczenie, odżywki i zakup sprzętu niezbędnego Kajtusiowi, to ogromne koszty, a przed naszym synkiem jeszcze długa droga do usprawniania... Chcemy wykorzystać każdą szansę, jaka otwiera się przed naszym synkiem. Udało nam się poddać Kajtusia doświadczeniom komórkami macierzystymi, w Moskiewskiej Klinice. W chwili obecnej z nadzieją oczekujemy, na podobne zabiegi w Polsce. Dlatego zwracamy się do wszystkich ludzi wielkiego serca o pomoc finansową dla naszego synka, sami nie podołamy takiemu wyzwaniu, jakie zesłał nam los - apelują rodzice Kajtusia.

 
designed by szaber.com Jeśli ktoś prosi nas o pomoc, to znaczy że jesteśmy jeszcze coś warci. Paulo Coelho